Kilka miesięcy później…
Byłam już w dziewiątym miesiącu ciąży. Zbliżały się święta
Bożego Narodzenia. Z dnia na dzień czułam się coraz cięższa i większa… Nasz mały
siatkarz dawał mi popalić. Dokładnie był
dwudziesty trzeci grudnia, południe, siedziałam z moim ukochanym w kuchni,
jedliśmy obiad. Nagle poczułam kopnięcie.
- Co się stało? – zapytał zatroskany Michał.
- Nic takiego, po prostu ten nasz synek ciągle kopie… -
odpowiedziałam.
- Może jest głodny? – zaśmiał się
mój narzeczony.
- Jak może być głodny, skoro ja na okrągło coś jem? Wyglądam
jak słoń…!
- Wiesz królewno, ja zawsze lubiłem afrykańskie zwierzęta..
- parsknął śmiechem.
- Ha ha, bardzo śmieszne.
- Oj no, nie obrażaj się kochanie! Wiesz, że żartowałem,
przecież Cię kocham.
- Wiem, wiem…
- No tak, Ty i te Twoje humorki podczas ciąży.
- Michał! – zdenerwowana, ale z uśmiechem szturnęłam mojego
ukochanego.
- O co Ci chodzi księżniczko? Przecież ja nic nie mówię..
- Tak, tak.
Rozmowę przerwał nam telefon. Odebrałam nie patrząc nawet,
kto dzwoni.
- Halo – powiedziałam.
- Cześć córeńko – usłyszałam głos swojej rodzicielki.
- Hej mamo.
- Przyjedziecie do nas na święta?
- Tak przyjedziemy, przecież ustalaliśmy… - westchnęłam.
- Wiem, wiem, ale wolałam się upewnić.
- Oj mamo… - zaśmiałam się.
- No co?
- Nic, nic.
- To jak, widzimy się w Wigilię?
- Tak mamo.
- No dobrze, tylko uważajcie na siebie!
- Dobrze, będziemy.
- To pa pa kochani, trzymajcie się! Wszyscy troje! Buziaczki.
- Pa mamo, Wy też się trzymajcie, pa. – pożegnałam się i
zakończyłam połączenie.
Odłożyłam telefon na stolik, po czym wróciłam do swojego
ukochanego.
- Twoja mama? – zapytał Michał.
- Tak.
- Święta?
- Święta.
- Pytała czy przyjeżdżamy w Wigilię…?
- Pytała.
- „Pa pa kochani”?? –
zaśmiał się mój ukochany.
- „Buziaczki” – dodałam śmiejąc się.
- Fajną masz mamę, wiesz królewno?
- Wiem, wiem… - uśmiechnęłam się.
- A wiesz, że Cię kocham?
- No wiem.
- A Ty mnie kochasz?
- Hmm.. Niech się zastanowię..
- Ej! – oburzył się.
- No pewnie, że Cię kocham głuptasku!
- No ja myślę…!
Podeszłam do mojego narzeczonego i mocno Go przytuliłam. Wieczorem,
wypożyczyliśmy film i w romantycznej atmosferze położyliśmy się spać.
Następnego dnia była Wigilia, więc od samego rana szykowaliśmy się z Michałem.
Przecież nie mogliśmy się spóźnić na Wigilię u moich rodziców… Chciałam założyć
na siebie, taką czerwoną sukienkę, ale oczywiście nie mogłam się w nią
zmieścić… Nie miałam wyjścia, więc ubrałam kremową sukienkę, którą kupiłam
sobie podczas ciąży. Na szczęście jakoś w nią weszłam.
- Kochanie możemy już jechać? – zapytał mój narzeczony.
- Tak możemy. – przytaknęłam.
- To jedziemy.
- Wziąłeś prezenty dla rodziców?
- Są w samochodzie.
- Na pewno?
- Tak, Daria nie wierzysz mi?
- Wierzę, ale wiesz… Skleroza każdego może dopaść…
- Chodź już do tego samochodu.
- Dobrze, dobrze.
W końcu ruszyliśmy, co prawda było dopiero południe, ale
przecież musiałam pomóc mamie w szykowaniu tego wszystkiego i znając życie i moich rodziców, to pewnie czekają na nas z
ubieraniem choinki. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce. Tak jak
myślałam rodzice czekali na nas z choinką.
- Hej mamo, hej tato – powiedziałam wchodząc do domu, w
którym mieszkałam praktycznie od zawsze.
- Dzień dobry – powiedział mój ukochany.
- O już jesteście kochani! – przyszła przywitać nas moja
ukochana mama.
- Tak mamo, jesteśmy. - uścisnęłam ją.
- Dzień dobry Michałku – powiedziała zwracając się do
swojego przyszłego zięcia.
- Dzień dobry – odpowiedział mój narzeczony z uśmiechem.
- Gdzie tata? – spytałam.
- Na górze.
- To ja pójdę do niego, a Ty królewno pomóż mamie –
powiedział Michał.
- Dobrze, dobrze – zaśmiałam się.
Tak więc, poszłam pomóc mamie, a mój ukochany Misiek,
poszedł do mojego taty.
- Jak tam wam się układa Dariuś? – zapytała.
- Dobrze… Michał jest naprawdę bardzo opiekuńczy, troszczy
się o mnie i o nasze dziecko, po prostu jest kochany!
- Cieszę się córuś, że tak Wam się układa, a myśleliście już
nad imieniem dla dziecka?
- Nie, jeszcze nie.
- Przecież poród lada moment, kochanie powinniście już mieć
wybrane imię.
- Oj mamo… Dziecko się urodzi, to i imię się wymyśli, nie
martw się.
- No dobrze, dobrze.
Godzinę później wszystko już było gotowe, wystarczyło tylko
przygrzać niektóre potrawy, jak co roku poczekać na pierwszą gwiazdkę i dopiero
dzielić się opłatkiem. Minęła następna godzina, tym razem wszystko było na tip
top. Na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka, mój tata przeczytał Ewangelię o
narodzeniu Pana, następnie zaczęliśmy dzielić się opłatkiem. Na początku podzieliłam
się z mamą :
- Mamo, życzę Ci dużo zdrowia, więcej cierpliwości dla taty,
uśmiechu na twarzy, wiele szczęścia i radości z jeszcze nie narodzonego wnuka,
po prostu wszystkiego najlepszego ! – powiedziałam, po czym przytuliłam się do
niej.
- Córeczko, życzę Ci dużo szczęścia, miłości, tego żeby Wasz
ślub był jak ze snu, cierpliwości dla dziecka, żeby nigdy nie zabrakło
pieniążków, zdrówka, mniej zmartwień i problemów i wszystkiego najlepszego
kochana!
Po tych słowach przełamałyśmy się opłatkiem . Następnie
poszłam złożyć życzenia tacie :
- Tato, życzę Ci wszystkiego najlepszego! Dużo, dużo zdrowia,
szczęścia, żebyście się z mamą nie kłócili… Więcej uśmiechu na twarzy, więcej
czasu spędzanego z przyszłym zięciem i ulubioną córeczką, no i oczywiście z
jeszcze nie narodzonym wnukiem, spełnienia marzeń! – powiedziałam i przytuliłam
tatę.
- Córciu, życzę Ci aby miłość Twoja i Michała trwała wiecznie,
żebyście byli szczęśliwi, życzę Ci również wiele szczęścia, uśmiechu, radości,
mniej problemów, pociechy z dziecka, zdrowia, pieniążków, bo w tych czasach,
bez nich nic nie ma… I wszystkiego
najlepszego!
Po wypowiedzianych życzeniach, przełamaliśmy się opłatkiem.
Na końcu poszłam do mojego ukochanego :
- Michał… - powiedziałam spoglądając mu głęboko w te Jego
niebieskie oczy.
- Daria… - odpowiedział patrząc na mnie.
- Życzę Ci wszystkiego co najlepsze! Spełnienia marzeń tych
związanych z rodziną oraz z siatkówką, złotego medalu, czerpania radości z
każdej chwili spędzonej ze mną , z naszym dzieckiem, z przyjaciółmi i rodziną,
żebyś zawsze mnie kochał i był ze mną do końca świata! Życzę również dużo zdrowia,
zero kontuzji, wiele, wiele szczęścia i uśmiechu na twarzy, wszystkiego
najlepszego! Kocham Cię! – powiedziałam i pocałowałam Michała.
- Królewno, życzę Ci spełnienia najskrytszych marzeń!
Mnóstwo szczęścia i radości! Żebyś zawsze mnie kochała i była ze mną do końca
świata! Żebyś cieszyła się z tego, że jesteśmy razem i z naszego dziecka, życzę
również zdrowia i wszystkiego co najlepsze! Bo zasługujesz nawet na tą gwiazdkę
z nieba, na pierścionek z ogromnym brylantem, na wszystko! Tak więc wszystkiego
najlepszego! Kocham Cię! – powiedział mój ukochany, pocałował mnie, a następnie
przełamaliśmy się opłatkiem.
Po złożeniu sobie życzeń zasiedliśmy do stołu. Siedzieliśmy
i rozmawialiśmy kilka godzin, straciliśmy rachubę czasu.
- Jeny Michał, widzisz która godzina? – zapytałam.
- Widzę, chyba powinniśmy się zbierać…
- Też tak sądzę.
- Dzieci może zostaniecie na noc…? Tak po ciemku będziecie
wracać? – mówiła mama.
- Nie mamo, naprawdę już będziemy jechać, ale dziękujemy za
propozycję – powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się.
- No dobrze, dobrze, ale uważajcie na siebie!
- Będziemy, nie martwcie się
Założyliśmy kurtki, pożegnaliśmy się z rodzicami i
wsiedliśmy do samochodu.
Na mieście było naprawdę bardzo ciemno…
- Może mama miała rację…?
- Z czym? – zapytał Michał.
- Z tym , żeby zostać u nich na noc… Przecież tu nic nie
widać!
- Oj kochanie, przesadzasz… - uspokajał mnie mój ukochany.
- Michał… - powiedziałam nieco przerażona.
- Tak?
- Patrz!
- Gdzie?
- Tam po prawo!
- Co?
- Uważaj, skręcaj!!
Rozległ się ogromny huk! Słyszałam jeszcze pisk opon, widziałam
jakieś światła. Później słychać było tylko wycie syreny. Nie wiem co się
później działo, obudziłam się dopiero w karetce.
- Budzi się – powiedział jeden z lekarzy.
Nie wiedziałam co się dzieje…
- Halo proszę Pani? Słyszy mnie Pani? – pytał dalej ratownik.
Nie miałam siły żeby cokolwiek z siebie wydusić… Wszystko
mnie bolało, potem chyba znowu zasnęłam, bo już nic dalej nie pamiętam…
Obudziłam się w szpitalu, kiedy wieziono mnie na salę. Kiedy tylko otworzyłam
oczy zaczęłam dopytywać się co z dzieckiem i gdzie jest mój ukochany. W
odpowiedzi usłyszałam, że Michał jest operowany, a mnie wiozą na cesarskie
cięcie, ponieważ muszą ratować nasze dziecko, nie wiadomo było czy ma szanse na
przeżycie, po takim wypadku, ale lekarze mówili, że skoro jestem w dziewiątym
miesiącu ciąży, to jego szanse są wiele większe. Tak więc leżałam na sali
wpatrzona w sufit… Nagle usłyszałam płacz dziecka, po moich policzkach
popłynęły łzy szczęścia. Pielęgniarka pokazała mi naszego synka, po czym od
razu go ode mnie zabrała. No cóż… Przepisy to przepisy… Odwieziono mnie na salę,
leżałam dość spokojnie, bo nadal wszystko mnie bolało, ale w głębi duszy
szalałam ze strachu o mojego narzeczonego. Po kilku godzinach, jedna z
pielęgniarek przyniosła do mnie synka. Był po prostu przecudny! Miał takie
malutkie rączki i nóżki, usta różowiutkie jak malinki, czarne włoski i malutki
nosek i główkę wielkości moich dwóch piąstek. Po raz pierwszy wzięłam go na
ręce… Nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy do sali wszedł doktor, a ja
wykorzystując sytuacje spytałam :
- Panie doktorze, co z Michałem?
- Na razie mogę powiedzieć, że
kończą Go operować…
- Ale czy wszystko dobrze? – zapytałam z niepokojem.
- Pan Michał miał problemy z kręgosłupem prawda?
- Tak, po wypadku, ale wszystko już było dobrze…
- Jego kręgosłup znów ucierpiał, ale na szczęście udało nam
się Mu pomóc.
- Będzie chodził, prawda?
- Tak będzie.
- To najważniejsze… A będzie mógł dalej grać?
- Oczywiście, ale będzie musiał bardzo uważać na plecy…
- Dobrze, ja już tego dopilnuję.
- Dobrze, to nie będę przeszkadzał, gdyby coś, to będę Panią
informował o wszystkim.
- A! Panie doktorze! – zawołałam.
- Tak?
- Kiedy będę mogła się z Nim zobaczyć?
- Jeśli mi się uda, to postaram się abyście byli w jednej sali
– uśmiechnął się lekarz.
- Dziękuję – odwzajemniłam uśmiech, a lekarz wyszedł.
Siedziałam około godzinę przytulając synka do siebie. Tak
bardzo cieszyłam się, że już z nami jest, ale dalej bałam się o mojego ukochanego…
Było już dosyć późno, więc pielęgniarka musiała zabrać ode mnie ten skarb, tak
więc pożegnałam się z małym i sama położyłam się spać. Obudzono mnie rano na
śniadanie, po posiłku przyniesiono do mnie małego. Parę godzin później, tak jak
powiedział lekarz, Michał był ze mną na sali. Kiedy Go przywieziono mały od
razu zaczął płakać.
- No dzień dobry kochanie – powiedziałam zerkając w stronę
Michała.
- Dzień dobry królewno – odpowiedział.
- To nasz synek – rzekłam pokazując maluszka.
W oczach mojego ukochanego pojawiły się łzy.
- Wybrałaś już imię? – zapytał.
- Nie, no coś Ty, czekałam na Ciebie.
- Hmm… Może Michał Junior? – zażartował narzeczony.
- A tak na poważnie?
- Ja mówię bardzo poważnie.
- Nawet leżąc w szpitalu po wypadku żartujesz… Jak ja Cię
kocham!
- Ja Ciebie też!
Usłyszeliśmy jak pielęgniarki obok składają sobie życzenia
świąteczne.
- Mikołaj – powiedzieliśmy jednocześnie spoglądając się na
siebie.
- Ładnie… - powiedziałam.
- To będzie Mikołaj – rzekł mój ukochany.
Mały Mikołaj zaczął się uśmiechać.
- Patrz, chyba mu się podoba – powiedziałam do Michała.
- Jak widać tak – uśmiechnął się.
- Daria…
- Tak?
- Kocham Was!
- Ja Was też!
Kilka miesięcy później. Mikołaj rósł jak na drożdżach, oczka
miał po tatusiu, piękne, niebieskie oczy. To spojrzenie też… Mikuś i Misiek
byli jak dwie krople wody, co prawda mały z wiekiem mógł się zmienić, ale na
chwilę obecną był bardzo podobny do Michała. Tego dnia mój ukochany grał mecz,
od którego zależało czy reprezentacja Polski poleci na Mistrzostwa Europy.
Grali wtedy przeciwko reprezentacji Serbii. Po prezentacji zawodników obu
drużyn, Mariusz Wlazły zabrał głos :
- Z środka boiska, przy wszystkich kibicach, przed Wami
chciałem pogratulować mojemu przyjacielowi Michałowi Winiarskiemu narodzin
synka Mikołaja, który siedzi teraz na trybunach razem ze swoją mamą, a
narzeczoną Winiara, Darią. Tak więc Stary gratulacje!
Wszyscy zaczęli bić
brawa, po czym niespodziewanie zaśpiewali „Sto lat”. Ja razem z małym weszliśmy
na boisko, po czym przytuliłam Mariusza. Następnie podeszłam do mojego
ukochanego i pocałowałam Go. Razem podziękowaliśmy za gratulacje, ja wróciłam
na miejsce, a chłopaki rozpoczęli mecz. Wygrali 3:1, jak po każdym zwycięstwie
zorganizowali imprezę.
____________________________________________________
Obiecałam i słowa dotrzymałam! :D
Styl pisania jest, jaki jest, ale pisałam to już dosyć daaawno.. Takie moje pierwsze skończone opowiadanie ♥ ^.^
Święta jeszcze są, więc życzę Wam przede wszystkim abyście spędzili te święta w gronie najbliższych. Żebyście byli zdrowi, bo zdrowie jest najważniejsze! Żebyście zawsze dążyli do określonego przez siebie celu i spełniali swoje marzenia. Żebyście byli szczęśliwi. Żebyście kibicowali swoim klubom i reprezentacji bez względu na to, czy im się powodzi, czy nie. No i życzę Wam, naszym Chłopakom i sobie również, tego upragnionego awansu na Igrzyska Olimpijskie w Rio!
No to chyba na tyle.. :))
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz! ♥ :*****
Jeśli spodobało Wam się, to u góry, to piszcie w kom, a może kiedyś dam Wam całość do przeczytania :D
A Wronka tam w komentarzu potwierdzi, że nie jest to takie złe ♥ :D
No to teraz już wszystko :D
Jeszcze raz Wesołych Świąt! ♥
Do napisania! :*****
Daria.




